Rzeczka
Wpis będzie o tym, jak kłopotliwą i nieestetyczną rzeczkę zamienić w prawdziwy ogrodowy strumień.
Rzeczkę odziedziczyłam wraz "dobrodziejstwem inwentarza". Nieważne jak szeroka jest, obowiązuje w tym miejscu takie samo "prawo wodne" jak w przypadku każdej innej rzeki - ogrodzić nie wolno, obsadzić kolczastymi krzewami też nie wolno, no bo przecież należy zapewnić ekipie możliwość czyszczenia, a kajakarzom zapewnić swobodne wyjście na brzeg. I choć to rzeka państwowa, a czyszczenie tego miejsca ma zapewnić zarząd wód śródlądowych, to taką ekipę widziałam ponad 10 lat temu.Czyszczenie polegało na wybraniu większych śmieci, gałązek i liści, które utkwiły na obrzeżach. Miejsce jest dość problematyczne. Choć na zdjęciach tego nie widać, nachylenie brzegów jest dość znaczne. Kosić nie sposób, plewienie mija się z celem... a rów z wodą zarasta coraz bardziej. Całości ogrodu, obejścia nie sposób zagospodarować od tak, w jeden sezon. Owszem można, ale nie wtedy, kiedy ma się do dyspozycji tylko dwie ręce. Pochłonięta pracą nad rabatami za domem, świadomie spychałam w niebyt myśli o rzeczce. Jakby w ogóle nie istniała. No bo co niby miałabym z nią zrobić?
Rzeczkę odziedziczyłam wraz "dobrodziejstwem inwentarza". Nieważne jak szeroka jest, obowiązuje w tym miejscu takie samo "prawo wodne" jak w przypadku każdej innej rzeki - ogrodzić nie wolno, obsadzić kolczastymi krzewami też nie wolno, no bo przecież należy zapewnić ekipie możliwość czyszczenia, a kajakarzom zapewnić swobodne wyjście na brzeg. I choć to rzeka państwowa, a czyszczenie tego miejsca ma zapewnić zarząd wód śródlądowych, to taką ekipę widziałam ponad 10 lat temu.Czyszczenie polegało na wybraniu większych śmieci, gałązek i liści, które utkwiły na obrzeżach. Miejsce jest dość problematyczne. Choć na zdjęciach tego nie widać, nachylenie brzegów jest dość znaczne. Kosić nie sposób, plewienie mija się z celem... a rów z wodą zarasta coraz bardziej. Całości ogrodu, obejścia nie sposób zagospodarować od tak, w jeden sezon. Owszem można, ale nie wtedy, kiedy ma się do dyspozycji tylko dwie ręce. Pochłonięta pracą nad rabatami za domem, świadomie spychałam w niebyt myśli o rzeczce. Jakby w ogóle nie istniała. No bo co niby miałabym z nią zrobić?
Nadszedł czas, kiedy wypierać myśli o rzecze już się nie dało. Zaczęłam w różnych miejscach szukać inspiracji. W sieci natknęłam się na bloga Izy o jej "Tamaryszkowym ogrodzie". To było to - niemal jak objawienie.
![]() |
| A oto główna bohaterka tego wpisu. Chaszcze i chwasty wszechobecne. |
![]() |
| Cała rzeczka jest brudna, zamulona, pełna gnijących organicznych "materiałów", nie zachęca żeby w niej pobrodzić. Koryto rzeczki obłożone jest faszyną, tego mi ruszyć nie wolno. |
Czas na działanie!
![]() |
| Zgniłe fragmenty faszyny zostały zastąpione kratką betonową. Później wnęki w kratce zostały zasypane ziemią i obsadzone zadarniającymi roślinami. |
![]() |
| Czyszczenie koryta rzeczki... zapadam się w mule! |
![]() |
| Pierwsze rośliny... aby hostom zapewnić w przyszłości nieco cienia, na brzegu posadziłam wierzby. |
![]() |
| Dodaj napis |
![]() |
| W korycie rzeczki między faszyną a kratkami na dnie posadziłam rośliny oczyszczające i blisko 100 kosaćców żółtych. |
![]() |
| O poranku... |
![]() |
| 3 tygodnie później - rośliny "nabierają ciała" |
![]() |
Pomijając jesienne wyłożenie brzegów rzeczki kartonami (chwasty pod nimi się duszą i gniją) - czyszczenie koryta, odchwaszczanie, sadzenie roślin, wkopywanie kamieni (3 tony), wyłożenie kratkami betonowymi dna i zasypanie żwirkiem (5 ton) zajęło równo 3 tygodnie pracy. Ze względu na wakacyjne upały prace należało podzielić na etapy: od 5.00 rano do 11.00, potem przerwa i odpoczynek, od 15.00 do 20 - 21.00.
Czyż tak nie jest lepiej? c.d.n.
Rok później ...
Czas na update z życia rzeczki.
Dokładnie rok temu tonęłam w mule po kolana, bo zachciało mi się z
rowu z wodą zrobić strumyk. Przekwitły już irysy, ale właśnie kwitnie tojeść,
czyśćce i zaczynają liliowce
:D . Dziś od samiuśkiego świtu znów brodziłam w rzeczce
;)
Właśnie wylazłam na brzeg, bo znowu odmulałam dno (tym razem poszło bardzo szybko) i wybierałam glony,
ale wykończył mnie wykopywany winobluszcz, który nieopatrznie tam
zostawiłam w zeszłym roku. Odrasta nawet z maciupkiego kawałeczka! Jak
by mu pozwolić rosnąć jak chce, zeżarłby wszystkie rośliny, ba on się
nawet zaczął ukorzeniać na drugim brzegu! Winobluszcz jest fajny, ale
niech rośnie gdzie indziej
![]() |
| Winobluszcz widoczny na lewym brzegu... innych roślin pod nim nawet nie widać... |
![]() |
| Hosty się powoli regenerują, mocno je obgryzły sarny, które to miejsce traktują jak szwedzki stół ;) |
![]() |
| Kwitnie tojeść, a w bardziej suchym miejscu czyściec wełnisty, swój koncert zaczynają liliowce... |
Czas na kolejny up - date , w końcu to drugi rok prac... 2019r.
Podczas ubiegłorocznych prac w tej części przedogródka o mało nie
wybiłam wszystkich zębów, bo faszyna przegniła, no i sami wiecie,
lądowanie było niezbyt miłe. Zarząd wód śródlądowych ma głęboko w nosie
co się z ich wodami dzieje, bo kto by się tam przejmował taką Nacyną
niemal u źródeł. Wczesną jesienią wyrwaliśmy zgniłe drewno, umacniając
brzegi kolejnymi kratkami z betonu.Może beton nie wygląda zbyt
przyjaźnie, a jednak spełnia swoją funkcję dobrze, bo brzegi są
stabilne. Ze trzy tygodnie temu poszerzyłam rabatę po lewej stronie, tak
że łączy się teraz z drogą dojazdową. Na posadzenie w tym miejscu
jeszcze czekają rdesty wężowniki, koniczyny biało-żółte... Jednym
słowem: się dzieje!
KONIEC MAJA i miesiąc później ... rośliny dalej nabierają "ciała" :)
Późne lato...
rok 2020




































Zdecydowanie lepiej! Kawał roboty, wiem coś o tym. Ciekawa jestem, czy dasz radę utrzymać ładny żwirek na dnie. U mnie woda niesie tyle mułu, że okazało się to niemożliwe. Kiedy drzewa będą większe, charakter tego miejsca ogromnie się zmieni. Ale świetny efekt jest już teraz.
OdpowiedzUsuńNa utrzymaniu żwirku w nieskazitelnej czystości aż tak bardzo mi nie zależy, jasne że czyścić trzeba, ale bez przesady. Mnie bardziej zależy na stabilnym podłożu, żeby się nie zapadać po kolana w mule. Jasne, że od razu bym chciała uzyskać efekt takiego strumyka jak Twój, ale jestem świadoma, że rośliny potrzebują czasu, zwłaszcza drzewa. Cieszę się ogromnie, że początek już jest i myślę, że teraz może być już tylko lepiej i ładniej. W tym miejscu chciałabym Ci Izo jeszcze raz podziękować za inspirację i motywację do działania!
UsuńCudne efekty i u Ciebie i u Tamaryszka, ja nadal walczę z moim rowem, u mnie trudna sprawa bo ostatnie dwa lata wylał 5 krotnie i zalał nam mułem połowę ogrodu:( Ale nie poddajemy się.
OdpowiedzUsuńJest cudnie, a może fotke aktualną ?
OdpowiedzUsuń